Ten prezydent zagraża bezpieczeństwu Polski
Kolejne i kolejne, i kolejne weto Karola Nawrockiego, w tym wobec programu bezpieczeństwa SAFE na 190 mld zł, stawia przed gabinetem Donalda Tuska pytanie zasadnicze: jak rządzić krajem bez Nawrockiego? Jak go omijać, by dawać mu jak najmniej okazji do wyrządzania szkód? Jaki stworzyć wokół niego kordon sanitarny?
Powiedzmy to jasno: prezydentem został człowiek całkowicie niezdolny do sprawowania tego urzędu. Człowiek stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Człowiek, który stosuje obstrukcję procesu legislacyjnego i paraliżuje państwo, bez wyobraźni i bez zahamowań. Człowiek o zniewolonym umyśle w znaczeniu, w którym opisał to Czesław Miłosz. Ślepa wiara w doktrynę MAGA, anty-Tuskowa obsesja i natręctwo germanofobii odbierają Nawrockiemu zdolność do racjonalnego propaństwowego myślenia. Nawrocki to historyk, który nie rozumie polskiej historii i nie rozumie, że jest tragiczna.
Wreszcie Nawrocki nie rozumie konstytucyjnej istoty funkcji, którą sprawuje. To Ubu król, który do życia publicznego wprowadza „kulturę ustawki", czyli umawiamy się na walkę na pięści, ale przeciwnika walimy czym popadnie. Bo łamanie umów, wiarołomność są częścią polityki rozumianej jako „kultura ustawki".
Zanim jednak przejdę do dalszego wywodu, muszę to powiedzieć – jako memento na przyszłość. Nie musiało tak być! Te wybory były do wygrania. Nieznaczne porażki mogą oznaczać nieobliczalne klęski. 300 tys. głosów, niewielka różnica między Nawrockim a Trzaskowskim – to skutek braku wyobraźni, braku strategii i charyzmy Trzaskowskiego. Do dziś nie mogę pojąć, dlaczego tak wytrawny polityk jak Donald Tusk oddał partyjnemu vox populi decyzję o wyborze kandydata, a kampanię oddał amatorom. Stało się i miejmy nadzieję, że może ktoś wyciągnie wnioski.
Wróciło fatum polskiej historii
I Rzeczpospolita upadała na własne życzenie, bo szlachta nie chciała płacić podatków na obronę, czyniąc Polskę państwem kompletnie bezzębnym. Kraj służył za poligon, za bezpańskie pole bitwy dla wojny północnej. Obce armie hulały tu, jak chciały. Gdy otaczające nas monarchie zbroiły się na potęgę, przeprowadzony pod kuratelą Piotra I sejm niemy (szlachta poprosiła go o misję rozjemczą w konflikcie z Sasami) uchwalił armię na poziomie ledwie 24 tys. wojska, a i na to podatków było za mało. Gdy wreszcie nastąpiło opamiętanie i Sejm uchwalił zwiększenie armii, interweniowała opłacana w rublach, a złożona z wysokiego duchowieństwa, hetmanów i arystokracji, konfederacja targowicka. Nie było Polski, bośmy ją sami sprzedali i własnymi rękami rozdarli na części.
Po nieudolnie prowadzonym powstaniu listopadowym w następnym strzelaliśmy już tylko z dubeltówek, kryjąc się po lasach. Bez państwa, bez wojska, zawsze u kogoś, w cudzych armiach.
Gdy na II Rzeczpospolitą nasuwał się złowieszczy cień wojny, jeszcze w 1939 r. sanacja ważniejsze rzeczy miała na głowie i zajmowała się pacyfikacją wsi ukraińskich, burzeniem cerkwi na Chełmszczyźnie, polonizacją mniejszości na tzw. Kresach, planami wysyłki Żydów na Madagaskar, mocarstwowymi majakami o Międzymorzu, zajmowaniem Zaolzia wraz z Hitlerem, ultimatum dla Litwy, ściganiem i więzieniem opozycji, awansami swoich miernych, biernych, ale wiernych sanacyjnych karierowiczów – także w wojsku.
Na stworzenie nowoczesnej armii, jak to zwykle w Polsce, zabrakło czasu. Tak, my się ciągle spóźniamy na pociąg historii. A więc za mało samolotów i nie te, co trzeba, za mało czołgów i nie takie, jak trzeba, za dużo kawalerii, która droga była, ale za to ładnie wyglądała na paradach. Trzeba pochwalić marszałka Rydza-Śmigłego za jego zmysł przewidywania. Tak wierzył w nasze zwycięstwo, że zdążył pod wojskową eskortą ewakuować swoje obrazy i meble jeszcze w sierpniu 1939 r. Prezydent Mościcki (Nawrocki ma wszystkie jego wady, a żadnej z jego zalet) czmychnął przez Kuty mostem na Czeremoszu i po kilku miesiącach odnalazł się w Szwajcarii.
III Rzeczpospolita, jako że do trzech razy sztuka i mądry Polak po wielokrotnych szkodach, w ponadpartyjnej zgodzie od 1989 r. budowała swe bezpieczeństwo. Pamiętamy z trudem skrywane łzy prof. Bronisława Geremka, który podpisywał akt akcesji Polski do Paktu Północnoatlantyckiego. Od tego czasu Polacy spełniali swe sojusznicze zobowiązania w Iraku czy w Afganistanie. Nikt w kraju nie naruszał niepisanej zgody. Wydawało się, że bezpieczeństwo ponad wszystko i że polskie fatum zostało przełamane.
Ale fatum wróciło. Znów największym wrogiem Polski są sami Polacy.
Zgliszcza po Macierewiczu
W 2006 i 2007 roku Antoni Macierewicz – wykwit spiskowej obsesji i kadrowego geniuszu prezesa PiS – wiedziony „antykomunistyczną" obsesją likwidował Wojskowe Służby Informacyjne. O ile o sensie takiej operacji można jeszcze dyskutować, o tyle sposób jej przeprowadzenia doprowadził do ujawnienia agentury, tajnych dokumentów, zniszczenia struktur polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Zostaliśmy z odsłoniętym białym brzuchem. Odbudowywanie tej ruiny trwa do dzisiaj. Ciekawe, że raport likwidacyjny ekipa Macierewicza przetłumaczyła na… rosyjski.
W sprawie Nangar Khel, tj. przypadkowego ostrzelania z moździerza ludności cywilnej w Afganistanie, Macierewicz jako szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego już po czterech dniach przesądził w tajnej notatce, że polscy żołnierze dopuścili się celowej zbrodni wojennej. Po dekadzie batalii zostali z tego zarzutu oczyszczeni, a państwo wypłaciło im łącznie 1,3 mln zł odszkodowania.
W 2016 r. Antoni Macierewicz – tym razem już nie jako likwidator WSI, ale szef MON – zabrał się do demontażu polskiej armii, korzystając najwyraźniej z doświadczeń demontażu sprawnego bliźniaczego Tupolewa z numerem bocznym 102. Zaczęła się rewolucja kadrowa w Polskiej Grupie Zbrojeniowej i obsadzanie firmy armią swoich Misiewiczów.
Potem Macierewicz doprowadził do zerwania kontraktu na niezbędne polskiej armii francuskie śmigłowce Caracal. W Polsce miało powstać 6 tys. nowych miejsc pracy, z czego program Airbus Helicopters doprowadziłby w sumie do stworzenia 3,9 tys. miejsc pracy, w tym bezpośrednio w zakładach Airbusa 1,3 tys., głównie w Łodzi, Radomiu i Dęblinie. Cóż, kontrakt powinien być amerykański, a był europejski. Więc skończyło się na zapłaceniu Francuzom 80 mln zł tytułem kar umownych.
W nocy z 17 na 18 grudnia 2015 r. na mocy decyzji Macierewicza Żandarmeria Wojskowa z Misiewiczem na czele włamała się do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO w Warszawie, wywołując międzynarodowy skandal i naruszając powagę Polski w oczach sojuszników. Niebezpieczna tragifarsa spowodowała, że polscy przedstawiciele pracujący w Centrum stracili dostęp do materiałów niejawnych i musieli zostać wymienieni.
Opisane przykłady to jedynie niewielka część osiągnięć „pełnomocnika" Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa Polski. Macierewicz, choć szkodnik artyleryjskiego kalibru, prezydentem jednak nie był.
Ten prezydent zagraża bezpieczeństwu Polski
Prawdziwego wyczynu dokonał Nawrocki. Wetując program SAFE, nawiązał do najlepszych tradycji sejmu niemego prowadzonego pod rosyjskimi bagnetami, do targowicy, do zidiociałych, upojonych władzą sanacyjnych pułkowników. Wszyscy oni usta mieli zawsze pełne ojczyzny, a Polskę odmieniali przez wszystkie przypadki. I zawsze kończyło się tak samo.
Głową państwa, konstytucyjnym strażnikiem bezpieczeństwa narodowego jest człowiek, który jako zwierzchnik sił zbrojnych sam temu bezpieczeństwu zagraża – bezpieczeństwu naszych dzieci, naszych domów, naszej ojczyzny.
Oczywiście wszyscy się łudziliśmy, że „może jednak podpisze", ale nie dlatego, że mieliśmy wobec Nawrockiego jakiekolwiek iluzje. Łudziliśmy się, bo mieliśmy blokadę poznawczą, bo w naszych głowach po prostu się nie mieści, że można na ochotnika dopisać się do długiej listy zdrady narodowej.
Zajmijmy się przyszłością. Stoimy wobec kompletnej dysfunkcji państwa. Nawrocki, człowiek bez zahamowań, otoczony podobnymi sobie, będzie się jedynie doskonalił w sztuce wkładania kija w szprychy.
Właśnie przekroczył kolejną nieprzekraczalną granicę – złamał trwający od dekad konsensus polityczny w sprawie bezpieczeństwa państwa.
Jakie będą jego kolejne cele?
Po pierwsze, chce obalenia rządów Tuska za wszelką cenę. Jego prezydentura będzie ciągiem zasadzek, podstawiania nogi, strzałów zza węgła i masowych wet, które w istocie podważają sens istnienia parlamentu, a więc ustroju państwa.
Po drugie, będzie prawem kaduka uzurpował sobie coraz więcej władzy, chcąc zmienić ustrój na prezydencki.
Po trzecie, chce być patronem i liderem nowej pisowsko-konfederackiej koalicji.
Po czwarte, chce, żeby ta koalicja zdobyła władzę. Może pokusi się nawet o przekształcenie jej w jedną formację, w „polską narodowo-populistyczną MAGA", choć zapewne mu się to nie uda, dopóki Kaczyński będzie w stanie temu zapobiec. Prezes PiS nie lubi inicjatyw, w których nie gra pierwszych skrzypiec. Ale jak długo jeszcze?
Po piąte, eurofobia będzie ideologicznym spoiwem tej formacji, która w razie zwycięstwa może wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej, a z pewnością Unię Europejską z Polski, zamieniając kraj w kolejne smutne Węgry. Nawrocki będzie skłócał nas z sąsiadami, zwłaszcza z Ukrainą i Niemcami, i czynił awanse Rosji. Idea Jerzego Giedroycia ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś) nikogo w polskim MAGA nie obchodzi. Oni chcą nienawidzić Niemców i układać się z Rosją, jak nauczał Roman Dmowski.
Nauki dla rządu i polskich demokratów
Weto Nawrockiego wobec SAFE to nauka dla rządu, że każdy konstruktywny plan, każdą sensowną inicjatywę rząd powinien kalkulować już wyjściowo od planu B, a nie od A. Bo plan A zakładający dobrą wolę prezydenta nie tylko jest naiwnością, ale czyni go nieproporcjonalnie istotnym. A z ręki Karola Nawrockiego nic dobrego Polski i Polaków spotkać nie może.
I wniosek ostatni. Nie wiem, co jeszcze musi się stać, by cała lewica się opamiętała i zjednoczyła (w ostatnich wyborach prezydenckich wystawiła trzech kandydatów!). Może mógłby tu odegrać konstruktywną rolę prezydent Aleksander Kwaśniewski, który swego czasu uczynił tę formację wielką.
Nie wiem, co zrobi PSL, nie wiem, co zrobią niedobitki po partii Hołowni. Jedno jest pewne. Tusk sam tych wyborów nie wygra. To znaczy wygra, ale przegra. Demokraci muszą pójść do wyborów maksimum dwoma blokami. W przeciwnym razie czekają nas rządy kwartetu: Nawrocki, Kaczyński, Mentzen, Braun. Nie będzie to Polska naszych marzeń.
Redagował Wojciech Maziarski


