https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32849339,mikolajewski-wloski-wolyn-czyli-prezydencie-pora-zdjac-kontusz.html

W Trieście pamięć o dramatycznych zdarzeniach, które postawiły przeciw sobie kulturę włoską i słowiańską wciąż jest bolesna. Może na równi z wołyńską, i może warto byłoby lepiej ją poznać. Dowiedzieć się, jak oni żyją tu mimo wszystko. Ze wszystkim. 

Od ostatniego felietonu „Za pięć trzynasta" minął tydzień, a prezydent nie przyjął lekcji, której próbowałem mu udzielić  – jak powiedzieć to, co ma się do powiedzenia, tylko w poetyce serdecznej, pozbawionej wyższości, braterskiej.

Co robił w minionym tygodniu Karol Nawrocki – nie wiem. Może stał przed lustrem, stroił miny, przywdziewał kontusze, kołpaki, i pytał Marcina Przydacza, czy jest mu w nich wystarczająco butnie, dostojnie, marsowo.

Wiem natomiast co sam robiłem, gdzie byłem – rozmawiałem o polskich i włoskich książkach z wybitną eseistką, tłumaczką profesor Joanną Ugniewską i Riccardo Cepachem, dyrektorem triesteńskiego Muzeum Literatury LETS.

Na progu wakacji pragnę zachęcić rodaków (w tym Karola Nawrockiego) do zwiedzania Triestu jako miasta pisarzy. Inaczej niż we Florencji, Rzymie, Neapolu albo Palermo, ich nazwiska rzadko mają łacińską łagodność. Nierzadko pojawia się w nich spółgłoskowa ostrość, rzadka w południowych i centralnych regionach. Tu – we Friuli i Wenecji Julijskiej – całkiem naturalna. Graniczna.

I tak, obok twórców takich jak Saba czy Svevo, polski prezydent zmierzyłby się tutaj z Kosovelem, Slataperem, Stuparichem, Michelstaedterem, a także cudzoziemcami (lecz cóż to znaczy?) jak Rilke czy Joyce, którzy czuli się członkami jakiejś większej wspólnoty.

A także z żyjącym skarbem Triestu – Claudio Magrisem, autorem wspaniałego „Dunaju", który najgenialnej spotyka się w swojej wielkiej książce z małymi kulturami, które łączy i dzieli ogromna rzeka. Mieliśmy zresztą z Joanną Ugniewską i Dawidem Dziedziczakiem z Instytutu Adama Mickiewicza wielką nadzieję na spotkanie z Magrisem, ale musimy odłożyć to na kiedyś. Claudio ma 87 lat i nie zawsze może dostosować się do rytmu przyjaciół, którzy przyjechali do Triestu zaledwie na jeden dzień.

LETS ma swoje piękno i swoją intymność. Tkwią w tym muzeum, jak szufladki starego katalogu z fiszkami, maleńkie muzea Italo Svevo, Umberto Saby, Jamesa Joyce’a, są gablotki z portretami innych twórców. Pod portretami – szufladki z materialnymi pamiątkami, jak okulary czy pióra.

Zastanawiam się – uwaga: na razie bez odpowiedzi – czy i w jaki sposób Triest pogodził i zabliźnił w sobie pamięć o dramatycznych zdarzeniach, które postawiły przeciw sobie kulturę włoską i słowiańską. Dziedzictwo faszystowskiego imperializmu i antywłoskich odwetów Tity, w imię którego za samo bycie Włochami ludzi wrzucano tu do krasowych czeluści, nazywanych foibami.

Wiem tylko, że ta pamięć wciąż jest bolesna, może na równi z wołyńską, i że warto byłoby lepiej ją poznać. Dowiedzieć się, jak oni żyją tu mimo wszystko. Ze wszystkim.

 

Czas leci, prezydencie. Pora zdjąć kontusz. Odejść sprzed lustra, odbzdyczyć się. Odbutnieć. Znaleźć ścieżkę wśród „dzikiej dziczy" (Dante). Lecz mówiąc to, nawet nie wiem do kogo ja mówię. Czy mówię we wspólnym języku.

 
Jarosław Mikołajewski
Jarosław Mikołajewski