Bracie,
piszę do ciebie we własnym imieniu jako obywatel i jako Polak. Robię to w rozpaczy, w poczuciu, że reprezentujący mój kraj politycy cynicznie nakręcają spiralę nienawiści między naszymi narodami.
Chcę stanowczo powiedzieć, że robią to nie w moim imieniu, i wiem, że nie jestem w tym odosobniony, wiem, że tak właśnie myśli wielu moich rodaków.
Jedno wszakże powiedzieć chcę na samym początku. Jestem zaprzysięgłym wrogiem każdego ksenofobicznego nacjonalizmu: niemieckiego, francuskiego, izraelskiego, ukraińskiego... A polskiego w szczególności, bo z mym narodem odczuwam więź szczególną i – jak pisał polski poeta Julian Tuwim – uznaję to za ważny składnik mej polskości.
Jan Józef Lipski z kolei uważał, że kształt patriotyzmu zależy nie od stosunku do swoich, ale od stosunku do obcych właśnie.
Nie uczymy się na błędach
Stała się rzecz fatalna. Relacje z naszymi bratnimi narodami stały się zakładnikiem skrajnych nacjonalistów, małych figur szafujących wielkimi słowami, jak: „Polska", „honor" czy „godność".
W Polsce łatwo jest uderzać w tony godności narodowej. Powiedziałbym, że to nasza narodowa specjalność. Uwielbiamy się oburzać i unosić honorem. Im większe nadęcie, tym mniej rozumu. Niestety, skutki tych „godnościowych" gestów są na ogół dla Polski opłakane. Nie uczymy się na błędach. I tak już chyba zostanie u nas na zawsze.
Prezydent Polski odebrał prezydentowi Ukrainy najwyższe polskie odznaczenie. Taki gest hańbi jego wykonawcę, a nie tego, kogo dotyczy. Świadczy nie o sile, ale o słabości.
Musisz wiedzieć, że urzędujący w Polsce prezydent reprezentuje środowiska narodowe i ultraprawicowe. A te budują swoją polityczną agendę na ksenofobii, na pogardzie wobec obcych, na sianiu nienawiści. Wobec imigrantów, wobec Niemców, wobec Ukraińców… Są nieufne wobec każdego obcego. Podobają im się jedynie Węgrzy – dopóki głosują na Orbána. Podobają im się Amerykanie z MAGA, a wielu z nich podobają się Rosjanie, bo popierają Putina, nienawidzą Unii Europejskiej i toczą wojnę z Ukrainą. Takie to jest towarzystwo, które ma swojego prezydenta Karola Nawrockiego. Jest to nieszczęście w każdym wymiarze: politycznym, geopolitycznym, strategicznym, etycznym i moralnym.
W czasie gdy wy toczyliście wojnę o przeżycie, Karol Nawrocki startował w wyborach, grając na antyukraińskiej nucie. Kalkulacja była prosta. Po pierwsze, to łatwe, a po drugie – zawsze działa. Chodziło o pozyskanie głosów Konfederacji Korony Polskiej prorosyjskiego Grzegorza Brauna, pełnego nienawiści antysemity i ukrainofoba.
W kampanii Nawrocki jątrzył więc ranę Wołynia. Występował m.in. pod olbrzymim pomnikiem rzezi wołyńskiej w Domostawie. Domagał się ekshumacji ofiar tej rzezi. Mówił jednocześnie, że ukraińscy uchodźcy wojenni wykorzystują nasz system socjalny…
Opłaciło się. Wygrał bardzo niewielką przewagą głosów, co nie przeszkadza mu zachowywać się jak monarcha i ignorować fakt, że połowa Polaków na niego nie głosowała.
Ku uciesze Putina, Ławrowa i Brauna
W Polsce za rok odbędą się wybory parlamentarne. Jeżeli demokraci przegrają, to pełnia władzy znajdzie się w rękach skrajnej prawicy. Skoro raz się udało wygrać na ukrainofobii, może uda się znów, jednak jak na nieszczęście władze Ukrainy akurat wydały zgodę na ekshumację ofiar rzezi wołyńskiej. Sprawy historyczne zaczęły niebezpiecznie iść w dobrą stronę. Brakowało pretekstu.
Niestety, sam prezydent Wołodymyr Zełenski lekkomyślnie dał prezent nacjonalistycznej prawicy, nazywając jedną z waszych jednostek imieniem bohaterów UPA.
Być może ta decyzja była reakcją na upokorzenie, jakiego Zełenski doznał od Nawrockiego podczas jedynej po jego wyborze wizyty w Polsce. Zełenski przyjechał do Warszawy. Wykazał się rozumem i dobrą wolą, a Nawrocki – wielkopańskim uporem potwierdzającym o nas, Polakach, jak najgorsze stereotypy.
Zełenski po stokroć dziękował w Warszawie za pomoc Ukrainie, a Nawrocki mówił w kółko o Wołyniu i podkreślał, że Polakom brakuje poczucia wdzięczności ze strony Ukraińców. Za te słowa także cię przepraszam, przyjacielu.
Jakiekolwiek były motywy Zełenskiego, stało się fatalnie. Teraz alt-prawica stroi się w piórka jedynych rzeczników polskiego narodowego honoru i naszej godności. Historia sprzed osiemdziesięciu z górą lat służy wyłącznie jednemu – żeby wygrać wybory i rozbić w pył proeuropejską, prodemokratyczną i proukraińską koalicję Donalda Tuska.
To nie byłoby, oględnie mówiąc, dobre także dla Ukrainy, dla jej bezpieczeństwa i proeuropejskich aspiracji.
Ku uciesze Kremla sprawy wymknęły się spod kontroli. Cieszą się Władimir Putin i Siergiej Ławrow, ale cieszy się też Grzegorz Braun i cieszy się Jarosław Kaczyński. Radości nie ma końca, bo Tusk złapany jest w pułapkę. Okazuje się bowiem, że aby decyzja o pozbawieniu Zełenskiego Orderu Orła Białego była ważna, musi ją kontrasygnować premier.
Jeśli jej nie podpisze, będzie można zwrócić przeciw niemu całą nacjonalistyczną furię i grać na rozbicie rządzącej koalicji. Zacznie się gra „szantażem patriotycznym".
Prezydenci przychodzą i odchodzą, a narody trwają
Niestety, mam złe przeczucia. Dotąd demokraci stosowali fatalną i bezowocną taktykę ustępstw wobec żądań skrajnej prawicy. Pod szantażem patriotycznym głosowali za uchwaleniem 11 lipca Dniem Rzezi Wołyńskiej. Niedługo potem gremialnie ustanowili 11 lipca świętem narodowym. Ten sam szantaż patriotyczny doprowadził do przegłosowania uchwały o Brygadzie Świętokrzyskiej. To skrajnie prawicowa formacja kolaborująca z Wehrmachtem, z Gestapo, z Abwehrą, która pod osłoną Niemców przeszła bezpiecznie do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Uchwała mówi, że „Brygada dobrze zasłużyła się Polsce". I, o wstydzie!, demokraci to poparli.
Ci sami demokraci, choć są dziś u władzy, boją się zrobić porządek z wywoływanymi przez skrajną prawicę burdami w Jedwabnem. W lipcu 1941 r. polscy sąsiedzi wymordowali tam bestialsko swoich żydowskich sąsiadów, pokazując, że schemat sąsiedzkich mordów nie jest tylko ukraińską specjalnością na Wołyniu i w Galicji. A tak twierdzą wyznawcy mitów o niepokalanym Polaku, który nigdy nikogo nie skrzywdził, a zawsze był tylko ofiarą.
Prezydent Polski, który upokorzył waszego prezydenta, to ten sam prezydent, który zawetował program budowy polskiej armii SAFE, który kwestionuje sensowność zwiększających nasze bezpieczeństwo traktatów z Francją, Wielką Brytanią i Niemcami. To ten sam prezydent, który płaszczy się przed Trumpem, ale wobec Zełenskiego okazuje butę. Obaj zresztą nigdy nie byli w Ukrainie i nie spojrzeli prawdziwej wojnie w twarz.
Wy mieliście prezydenta Wiktora Janukowycza, który udawał tylko zbliżenie z Europą, a de facto sprzyjał Rosji i do niej uciekł po Majdanie. Liczę więc na wasze zrozumienie. Prezydenci przychodzą i odchodzą, a narody ukraiński i polski trwają. Pamiętaj więc – to, co teraz się dzieje, nie dzieje się w moim imieniu.
Nie pozwólmy cynicznym ludziom siać nienawiści
I na koniec już: jak wiesz, Józef Szujski przestrzegał, że „fałszywa historia jest matką fałszywej polityki". Oto, do czego prowadzi zakłamywanie historii, do czego prowadzą działania po obu stronach granicy zwane polityką historyczną.
Polityka historyczna polega na wynoszeniu na piedestał najbardziej heroicznych kart, a przemilczaniu lub zakłamywaniu tych wstydliwych i haniebnych. Widzimy źdźbło w oku innych, a nie widzimy belki we własnym.
UPA to nie tylko heroiczna walka z Sowietami jeszcze do lat pięćdziesiątych, ale niestety także paroksyzm nacjonalistycznego mordu na polskich sąsiadach, czystka etniczna, którą znamy z Rwandy czy z Bałkanów.
My z kolei nie chcemy słyszeć o polskich mordach na Ukraińcach, o Sahryniu. Bestialstwo na Polakach na Wołyniu czy w Galicji nie usprawiedliwia bestialstwa na Ukraińcach w Lubelskiem i na Chełmszczyźnie. Żaden mord nie usprawiedliwia odwetu, tworzy tylko kolejne krzywdy, kolejne ofiary, nakręca paroksyzm mordu.
A mimo tych wszystkich zbrodni już w 1945 r. WiN (następca AK) i UPA potrafiły zawiązać pragmatyczną współpracę, której kulminacją stał się słynny wspólny udany atak na placówkę NKWD, więzienie i posterunek milicji w Hrubieszowie w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku.
Dlaczego coś, co było możliwe rok po wojnie, gdy nie ostygły jeszcze pogorzeliska wymordowanych polskich i ukraińskich wsi, nie jest możliwe dziś, w obliczu rosyjskiej napaści, prawdziwej wojny i wspólnego wroga?
Polakom i Ukraińcom potrzebny jest sojusz wojskowy, do którego powinni także dołączyć Niemcy. To nie przypadek, że w Niemcach i Ukraińcach polska skrajna prawica widzi dziś wrogów, a nie dostrzega go w rosyjskim imperializmie.
Nie pozwólmy na siebie szczuć. Nie pozwólmy cynicznym ludziom siać nienawiści. My jesteśmy potrzebni wam, wy jesteście potrzebni nam.
Jesteśmy podobni w swojej zapalczywości. Decyzja Nawrockiego jest właśnie taka jak sam Nawrocki, ale reakcje ukraińskie nie są mądrzejsze. Nie eskalujcie, bądźcie mądrzy jak wasi atamani Iwan Wyhowski czy Iwan Mazepa. Dopóki trzymaliśmy się razem, Moskwa nie miała tu wstępu.
Dziś podziwiamy was za walkę o naszą i waszą wolność. Dziękujemy, że jesteście w Polsce i że pomnażacie także nasz dobrobyt.
Łączy nas tak wiele, także wspólnota wzajemnie przelanej krwi, nie zmarnujmy tego.
Sława Ukrajini! Herojam sława!
Twój Jarosław




