https://wyborcza.pl/7,162657,31716313,z-chwila-objecia-urzedu-przez-donalda-trumpa-skonczyl-sie-istniejacy.html
Stanisław Brejdygant
Mam nadzieje, że my, Europa, nie zawiedziemy zdradzonej przez amerykańskiego prezydenta Ukrainy. Wierzę, że honor nam na to nie pozwoli. A także interes. Żywotny interes.
Autor, rocznik 1936, jest aktorem, reżyserem, scenarzystą, pisarzem, dramaturgiem
Hańba i zdrada
Wychowałem się w atmosferze podziwu dla „kraju wolności", dla Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, dla państwa stworzonego przez szlachetnych masonów, Jeffersona, Madisona, Adamsa, tych, którzy postanowili zrealizować idee oświeceniowych mędrców Monteskiusza i Karteziusza, pierwsi dali przykład światu formułując Deklarację Niepodległości i wprowadzając trójpodział władzy zrealizowali ideał demokracji. Niestety, początkowo, bliska ona była czasów Platona. Pierwszy prezydent nie przestał być posiadaczem rzeszy niewolników na swoich plantacjach, ale niebawem kolejny prezydent, farmer i wizjoner, Abraham Lincoln doprowadził do zniesienia niewolnictwa. A i dalej choć nie było łatwo, cel został osiągnięty. Stany stały się Zjednoczone za cenę krwawej daniny. Setki tysięcy poległo w Wojnie Secesyjnej, a rzeczywistego zjednoczenia dokonywali kontynuatorzy dzieła Lincolna, tacy jak John F. Kennedy, a także najszlachetniejszy ze szlachetnych, farmer, podobnie jak Lincoln, Jimmy Carter. Niewątpliwie do szlachetnych prezydentów należał także, do niedawna pozostający na tym stanowisku, Joe Biden. Całe swe życie poświęcił on służbie publicznej, narodowi. Niestety, prezydentem został za późno.
I oto, po dwustu kilkudziesięciu latach istnienia Zjednoczonych Stanów, w Gabinecie Owalnym w Białym Domu zasiadł dziś osobnik, który postanowił dzieło poprzedników zaprzepaścić. Jaki trójpodział władzy – chociaż ten, jeszcze przez jakiś czas , zapewne się utrzyma - jakie tam prawo, jaka sprawiedliwość? Są to nic nie znaczące dla niego pojęcia. Nie wiem co obecny, czterdziesty siódmy prezydent Stanów Zjednoczonych, wie o historii państwa, na którego czele stanął. Podejrzewam, że niewiele. A, że o historii innych państw wie mało, albo nic, tego jestem pewien. Władza w jego pojęciu, to po prostu władza, Czyli absolutna. Dlatego jedynymi dla niego partnerami do gry, są ci, którzy mu imponują i tylko z nimi jest gotów usiąść przy stole i grać z nimi o losy świata, tak jak gra się w pokera, albo targuje o działkę budowlaną. Za partnerów gotów jest uznać jedynie satrapów i dyktatorów. Bo też sam chce właśnie kimś takim być. Liczą się dla niego zatem jedynie ci „najwięksi", a zatem Xi Jinping i Władimir Putin – ten, to już szczególnie mu imponuje, do tego stopnia, że na temat aktualnej sytuacji na świecie woli powtarzać opinie rosyjskiego lidera, któremu, jak zapewnia, wierzy, niż starać się mieć własne zdanie – a także jeden taki mniejszy, ale groźny, zatem ważny, bo dla niego tylko groźni są ważni, Kim Dzong Un.
Otóż – nie waham się wyrazić tu opinię, którą z pewnością podzielają prawie wszyscy przywódcy europejscy, ale stanowiska i racja stanu nie pozwalają im tego głośno wyartykułować – że przywódcą najpotężniejszego wciąż jeszcze państwa na świecie został obecnie prostak, osobnik o osobowości psychopatycznej, ktoś kto myli rządzenie państwem z zarządzaniem oczekującą dochodów spółką akcyjną.
I tak to upadł, wciąż do niedawna żywy dla mnie ideał „zachodniego świata" , czyli sfery wolności i praw człowieka.
Dla Donalda Trumpa, to widoczne, zatem oczywiste, człowiek to wyłącznie klient. Wręcz fascynujące, ale zarazem przerażające jest obserwować człowieka podejmującego raz po raz decyzje mające, bądź mogące mieć wpływ na losy świata, pozbawionego zupełnie człowieczej wrażliwości, empatii.
Oto cała cywilizowana społeczność międzynarodowa, wstrząśnięta najokrutniejszymi, barbarzyńskimi zbrodniami dokonanymi przez armię rosyjską, na terenie napadniętej przez tę armię Ukrainy postanowiła, bo nie mogła inaczej postąpić, postawić przywódcę kraju, który wysłał tę zbrodniczą armię na podbój, przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Znaczy to, że Władymir Putin, gdyby znalazł się na terenie, dajmy na to, któregoś z państw Unii Europejskiej, ma być natychmiast aresztowany, jako zbrodniarz wojenny. A tymczasem, tenże zbrodniarz, nie jest wykluczone, że już wkrótce, będzie podejmowany z najwyższymi możliwymi honorami, jako głowa potężnego i szanowanego państwa przed Białym Domem, w Waszyngtonie. Cóż, tak oto z chwilą objęcia urzędu Prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa, skończył się istniejący w mej świadomości wspólny, zachodni świat wartości, tak zwany
„wolny świat". Prezydent Trump - przynajmniej na czas swej prezydentury - wyprowadził swój kraj z tego świata. Oby mieszkańcy Stanów Zjednoczonych okazali się zdolni do opamiętania. Może jeszcze znów będziemy za kilka lat razem. Niestety, to co wyżej napisałem na temat obecnego prezydenta USA, tyczy bodaj całej ekipy rządzącej. Bo oto nie tak dawno wiceprezydent Vance pozwolił sobie przemawiając w Monachium pouczać nas, że to nie Rosja, ze swymi żołnierzami bestialsko mordującymi i gwałcącymi kobiety i dzieci w Buczy i dziesiątkach innych miejsc w Ukrainie, ależ skąd nie oni i nie on, zbrodniarz Putin, są dla Europy największym zagrożeniem. Tym zagrożeniem, według wiceprezydenta Vance’a, jest zatrata cenionych przez niego wartości, to znaczy wolności słowa. A co on przez to rozumie? Otóż ograniczenie swobody głoszenia haseł do złudzenia przypominających nazistowskie przez rosnącą w siłę partię skrajnie nacjonalistyczną. I pomyśleć – on to mówił w Niemczech!… I jeszcze. Otóż pragnę wyrazić słowa najwyższego uznania, co tam, podziwu, dla prezydenta Zełenskiego. Za jego takt, kulturę, za niebywałą umiejętność trzymania nerwów na wodzy. Myślę o jego odpowiedzi na haniebne, obraźliwe słowa Donalda Trampa, na jego temat. No i wierutne kłamstwa (owe 4 proc. poparcia) z miedzianym czołem cytowane przez Trumpa wprost z rosyjskich serwisów propagandowych. No i na koniec.
Mam nadzieje, że my, Europa, nie zawiedziemy zdradzonej przez amerykańskiego prezydenta Ukrainy. Wierzę, że honor nam na to nie pozwoli (niektórzy znają chyba jeszcze takie słowo). A także interes. Żywotny interes.

