Gdy premier Donald Tusk nazwał PiS-owskich propagandzistów - którzy zakłamują fakty o programie SAFE - "zakutymi łbami", ci tak się oburzyli, że donieśli na premiera do sejmowej komisji etyki. A nie powinni.
Bo po pierwsze Tusk miał rację. Ale – i to po drugie – sam okazał się "zakutym łbem", co wytrąca PiS-owi argument o obrażaniu.
Bo, co to znaczy "zakuty łeb"? To, ktoś, kto tkwi w błędzie, wiedząc, że to błąd i zdając sobie sprawę, że tkwienie w nim też jest błędem. Słowem – uparty tak bardzo, że za nic nie przyzna się do błędu (Słownik Języka Polskiego odnotowuje, że "zakute łby" pojawiły się w "Szatanie z siódmej klasy", powieści Karola Makuszyńskiego dla młodzieży z 1937 r.).
Tusk rzucił tę frazę w kierunku PiS-owców, gdy przyszło mu tłumaczyć, że to nieprawda, iż pieniądze z programu SAFE to "pieniądze dla Niemców". – Postaram się to wytłumaczyć, najprościej jak potrafię, patrzcie mi na usta: 20 mld tylko dla tej huty. Stalowa Wola. Podkarpacie. Polska. Dotarło, zakute łby? – rzucił w specjalnym nagraniu na FB.
Potem objaśniał, co miał na myśli. Powiedział, że "termin >zakute łby< dotyczył tych, którzy chcą zablokować pieniądze dla Polski z powodu braku kompetencji lub zwykłej głupoty." – Tych, którzy robią to w politycznym lub finansowym interesie obcych państw, nazwałbym zdecydowanie mocniej - dodał.
I słusznie.
Bo PiS w sprawie programu SAFE produkuje stronnicze opinie, które sprzedaje jako fakty. Na platformach internetowych, na konferencjach prasowych wygłosili już za wiele bzdur.
Oto cytaty z Jarosława Kaczyńskiego:
- "Nikt, kto chce silnej i suwerennej armii, nie powinien popierać funduszu SAFE".
- "Program SAFE, z którego mamy otrzymać kilkadziesiąt miliardów euro w postaci nisko oprocentowanych pożyczek, to niemiecki spisek wymierzony przede wszystkim w Polskę".
- "Polska niepodległość nie ma ceny i lepiej zapłacić więcej za niezależność. I dlatego, nawet jeżeli byśmy mieli trochę więcej zapłacić, to to jest nieporównanie bardziej opłacalne dla Polski, dla przyszłości także osobistej pomyślności Polaków, polskich rodzin niż to, co jest nam proponowane. Bo proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. My ten niemiecki but odrzucamy".
- "SAFE to element szerszego planu politycznego, mającego na celu zjednoczenie Europy pod niemieckim przywództwem".
- "Fundusz SAFE, oprócz tego, że stanowi zagrożenie z powodu zasady warunkowości i ograniczeń dotyczących miejsca zakupów (co z punktu widzenia Polski jest bardzo szkodliwe), może być także kolejną okazją do nadużyć przez rządzących".
A Mariusz Błaszczak, b. szef MON, grzmiał tak:
- "Stop oszustwom. Polska ma być państwem niepodległym. To nie jest manna z nieba. To polityczna smycz".
- "Niemcy liczą na to, że ci, którzy zaciągną pożyczkę, będą pożyczone pieniądze wydawać w Niemczech".
- "Za pieniądze polskich podatników będzie odbudowywany niemiecki przemysł zbrojeniowy."
Ten sam Błaszczak wcześniej deklarował tak: "To szansa na rozwój sił zbrojnych. Nie możemy pozwolić na to, aby te środki zostały zmarnowane lub skierowane do zagranicznego przemysłu zbrojeniowego".
Gdy na antenie TOK, dziennikarz zapytał b. szefa MON, "który Mariusz Błaszczak jest prawdziwy?", usłyszał: "jeden i drugi".
Te wątpliwości podnosi i prezydent Karol Nawrocki:
- "Polska potrzebuje środków, jakie oferuje pożyczka SAFE, ale program budzi obawy o suwerenność".
- "Tak, polskiej armii są potrzebne tak duże pieniądze, jakie kryje pożyczka SAFE. Wątpliwości budzi jednak aspekt suwerennościowy. Na ile program SAFE daje nam możliwość swobodnego wydawania pieniędzy w kontekście zasady warunkowości. Musimy mieć pewność, że te środki nie będą wstrzymane czy zawieszone".
Gdy na antenie TV Republika na pytania o SAFE odpowiadał rzecznik prezydenta, na paskach leciało np., że "Polacy wezmą kredyt na niemieckie zbrojenia" i "SAFE jak KPO – kasa dla swoich". Innym razem widzowie stacji Sakiewicza dowiedzieli się, że "SAFE to niemiecki mechanizm zniewolenia Polski".
Czy się mylę, że w żadnym innym europejskim kraju rozmowy o SAFE nie są tak niemądre?
Program SAFE: fakty i mity
Poniżej kilka prostych prawd, które rząd powinien kolportować na ulotkach, i to dosłownie.
Kontekst jest dramatyczny. Wojna na Ukrainie wymaga obrony Polski i jej suwerenności. Unia Europejska buduje wspólnie siłę obronną Europy, co jest konieczne w sytuacji, gdy na czele Ameryki stoi Trump, handlarz nieruchomości, który świat traktuje jak plac z domami do przehandlowania, czyli człowiek nieobliczalny, nieprzewidywalny, a przez to groźny. W tej sytuacji program SAFE jest kluczowy dla naszych możliwości obrony granic, a co za tym idzie suwerenności.
Teraz liczby, które każdy powinien znać:
- program pożyczkowy SAFE to 150 mld euro, jest dostępny dla krajów Unii Europejskiej;
- Polska ma do dyspozycji 43,7 mld euro;
- to nisko oprocentowana pożyczka na 3 proc. ze spłatą po 10 latach (w tym czasie spłacamy tylko odsetki) na 45 lat, pod kontrolą antykorupcyjną i kontrwywiadowczą (ABW, SKW i CBA będą nadzorowały przepływ pieniędzy na dofinansowanie programów zbrojeniowych);
- 89 proc. środków z SAFE ma trafić do polskich firm zbrojeniowych;
- to ponad 180 miliardów złotych do wydania w polskim przemyśle zbrojeniowym;
- z SAFE skorzysta ponad 12 tys. polskich firm, które współpracują i kooperują z polskim przemysłem zbrojeniowym, firmy te działają we wszystkich województwach i niemal każdym powiecie w Polsce;
- zgodnie z szacunkami wojska w przypadku wejścia w życie SAFE tylko w trzech najbliższych latach (2027-2030), zyskamy około 30 miliardów złotych;
- SAFE nie ograniczy także polskich wydatków w USA ani współpracy z amerykańskimi sojusznikami.
Powinniśmy to wiedzieć dzięki rządowi, ale wg CBOS 8 proc. badanych nie słyszało o SAFE, a kolejne 5 nie ma zdania. Częściej niż co siódmy zbadany nie ma pojęcia, o co tu chodzi.
I te wyniki są takie, a nie inne mimo tego, że premier Tusk w Sejmie rozprawił się – jak mówił – z PiS-owskimi "mitami" o SAFE.
A mówił o trzech mitach.
Mit o zagrożeniu polskiej suwerenności
To kłamstwo, bo program SAFE od początku do końca został zaprojektowany w Polsce, "to była nasza inicjatywa, nasza idea, nasza presja". – To właśnie Polska i nasza prezydencja w Radzie Unii Europejskiej spowodowała, że Unia Europejska radykalnie, bez żadnego precedensu, zwiększyła wysiłki na rzecz obrony państw członkowskich – tłumaczył Tusk.
Podkreślił, że w polskim planie zawierającym 139 projektów dotyczących zbrojeń i obronności, Komisja Europejska nie dokonała żadnych zmian i zaakceptowała je "co do przecinka".
Mit o warunkowości
To nie jest zagrożenie, a ochrona przed korupcją, to nie unijny element nacisku politycznego na Polskę. – Jedynym powodem, dla którego mówimy o warunkach korzystania z funduszy czy z grantów, czy z kredytów przygotowywanych przez UE – i dotyczy to także projektu SAFE – jest zabezpieczenie tych projektów przed groźbą korupcji, żeby nie było niestarannego, niezgodnego z celem wydawania tych pieniędzy – mówił Tusk.
Mit o "wspieraniu obcych mocarstw", a przede wszystkim Niemiec
89 proc. środków ma trafić bezpośrednio do polskich zakładów. – Wiecie państwo – premier pytał przeciwników SAFE – ile ten osławiony niemiecki przemysł będzie korzystał na programie SAFE, który realizujemy w Polsce? To jest 0,37 proc. I mówimy tutaj o firmie szwedzko-niemieckiej.
Wciąż te same błędy
Dlaczego i Tusk zachowuje się jak "zakuty łeb"?
Bo i on tkwi w błędzie. Nie jest już prawdą powiedzenie, że "oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa". Czyli, że prawda zawsze wychodzi na jaw.
Nie w czasach portali internetowych, gdzie całą dobę może się wymądrzać ktoś całkiem niemądry.
Ten rząd sobie z komunikacją nie radzi. Tak było od początku. I bez znaczenia czy jest rzecznik rządu, czy go nie ma. To tym bardziej niezrozumiałe, że sam premier potrafi krótko i zwięźle przedstawić problem, więc wie, jak ta komunikacja jest ważna. A tymczasem komunikacyjna wpadka goni wpadkę.
Hasło "robimy, nie gadamy" powinno zostać zastąpione innym, np. "gadamy o tym, co robimy".
Cała afera np. z wydatkami z KPO wzięła się stąd, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, odpowiedzialna za rozdzielanie tych pieniędzy, uznała, że jej wpis na X załatwi sprawę, czyli wyjaśni, dlaczego za te pieniądze ludzie pokupowali sobie np. żaglówki. A sprawę tylko pogorszył. To się działo latem zeszłego roku. Czy ktoś wyciągnął z tego wnioski? Czy jak "zakute łby" nadal powtarza te same błędy?
Rząd Tuska z prawdziwymi informacjami o programie SAFE się nie przebił. Ileż to razy publicyści zwracali uwagę, że konferencje prasowe nawet z błyskotliwymi uwagami nie zastąpią rzetelnej, systematycznej i profesjonalnej komunikacji z obywatelami. To nie ludzie mają googlować, co Tusk powiedział o SAFE, to Tusk ma przyjść do obywatela z taką informacją.
Symbolicznie przyjść, bo to nie jest zadanie dla szefa rządu. Premier powinien wydać polecenie swoim współpracownikom, by wymyślili, zaplanowali i przeprowadzili operację informacyjną "Wszystko, co powinieneś wiedzieć o SAFE, ale nie wiesz kogo zapytać."
Piszę o tym, bo CBOS pokazał wyniki dotyczące tego, co myślimy o SAFE. Są niepokojące. Za tym programem opowiada się tylko 52 proc., przeciwko aż 35.
To efekt solidnej roboty PiS i całej opozycji oraz braku solidnej, rządowej roboty.
Z badań wynika, że aż 51 proc. obawia się, że udział w programie SAFE nadmiernie uzależnia Polskę od Unii Europejskiej.
To oczywiste, że przeciwnicy udziału w SAFE obawiają się głównie nadmiernego uzależnienia Polski od UE (95 proc.). Ale ten lęk odczuwają też i ci, którzy popierają program SAFE. Nawet im udzieliły się obsesje PiS – to aż 23 proc. badanych.
I to gabinet Tuska na to pozwolił.
Gdyby rząd odrobił lekcję, to nie musiałby gasić pożarów. Bo by do nich nie dopuścił. Słuchający Kaczyńskiego o "niemieckim bucie" już by wiedzieli, że to tylko urojenia starszego pana, które są sprzeczne z faktami.
Ale rząd się zagapił tak bardzo, że pozostała mu rola prostującego kłamstwa, które – jak przecież wiadomo – są szybsze niż prawda.
Chciałabym wiedzieć, dlaczego posłowie rządzącej Koalicji 15 Października nie chodzili po domach z ulotkami, na których byłyby zapisane podstawowe fakty o SAFE? Dlaczego nie rozdawali ich np. na przystankach tramwajowych, autobusowych? Na dworcach kolejowych? Dlaczego nie wywiesili w swojej okolicy billboardów? Albo nie zorganizowali spotkań np. w domu kultury czy remizie strażackiej, by obalać kaczyńskie mity i cierpliwie wyjaśniać wszystkie wątpliwości?
Jestem zainteresowana, czy w ogóle ktokolwiek w rządzie pomyślał, że musi swoim (i oczywiście cudzym) wyborcom przekazać prawdziwe fakty o tym programie?
Redagowała Magdalena Keler


