Hipokryzja polityków PiS w sprawie konstytucji sięga ostatnio nowych szczytów.
Ustawa zasadnicza – poniżana, pogardzana i kopana za ich rządów – dzisiaj nagle okazuje się źródłem nienaruszalnych wartości, z których pełnymi garściami czerpie Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro z kolegami oraz prezydent Nawrocki. Aż się człowiekowi niedobrze robi, jak patrzy na tę dwulicowość.
Pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego wyrosło miasteczko strażników reduty im. Bogdana Święczkowskiego. Zbiorowo odmawiają różaniec w intencji obrony czegoś, co jeszcze niedawno uważali za postkomunistyczny dokument, próbujący Polakom narzucić obce wartości.
A prezes Kaczyński, architekt konstytucyjnego zamachu, siedzi pośrodku tego miasteczka na fotelu i własnym ciałem osłania Trybunał, który jego partia jeszcze niedawno uznawała za grupę antydemokratycznych sędziowskich uzurpatorów przeszkadzających patriotom naprawiać Polskę. Ale teraz to jest jego Trybunał, z jego politykami w środku, więc to jest, wicie, rozumicie, całkiem inna sprawa.
Marcin Romanowski, najbliższy współpracownik Zbigniewa Ziobry, dostaje list żelazny mimo sprzeciwu prokuratora, bo neosędzia orzekający w jego sprawie stosuje bezpośrednio konstytucję i pomija jasno sformułowany przepis ustawy, który nakazuje, aby ten sprzeciw uwzględnić. Żeby było śmieszniej, ten przepis, który teraz jest niekonstytucyjny, wprowadził sam Ziobro, któremu oczywiście wtedy ta niekonstytucyjność nie przeszkadzała. Bo wtedy to on się na jego podstawie sprzeciwiał, a nie jemu się sprzeciwiano.
Kolejny raz więc widać, że jak PiS-owi konstytucja służy, to dobrze, a jak innym, to źle.
Jak sędzia stosuje konstytucję na korzyść PiS, to jest wybitnym, niezależnym ekspertem chroniącym jednostki przed przemocą państwa. Ale jak stosował tę samą konstytucję przeciw PiS, to był rozpolitykowanym awanturnikiem, któremu od razu robiono dyscyplinarkę, żeby się takich bezeceństw oduczył.
Wreszcie Karol Nawrocki zachowuje się tak, że gdyby na Facebooku musiał ustawić status relacji z ustawą zasadniczą, wybrałby „to skomplikowane". W sprawie przyjęcia ślubowania od sędziów TK wybranych przez Sejm, prezydent wyciąga lupę i kapelusz magika, przygląda się wyłącznie przepisowi ustawy o ślubowaniu, nic innego w systemie prawa nie widząc (zwłaszcza konstytucji) i z kapelusza wyciąga nagle swoje rzekome uprawnienie do zablokowania dowolnego sędziego (albo pięciu).
Jego otoczenie jest ślepe i głuche na to, że konstytucja poddaje sędziów TK w zakresie sprawowania ich urzędu wyłącznie konstytucji, a więc nie można ich blokować na podstawie ustawy. A zwolennicy takiego rozwiązania kwitują argumenty z ducha konstytucji pustym śmiechem.
Ale już za chwilę, kiedy spór toczy się o ustawę nakładającą na koncerny paliwowe podatek od nadzwyczajnych zysków, to samo środowisko, z Karolem Nawrockim na czele, zachowuje się jak na seansie spirytystycznym, głośno zawodząc i przywołując ducha konstytucji, który ma skutecznie przestraszyć Tuska i spółkę. No bo przecież rażąco niekonstytucyjna jest ustawa, która nakłada podatek wstecz – każde dziecko wie, że lex retro non agit, co nie?
Nie przeszkadza im fakt, że konstytucja nigdzie nie stwierdza wprost zakazu działania prawa wstecz. Prezydent Nawrocki powołuje się na art. 2 Konstytucji RP, który głosi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Ani słowa o retroaktywności prawa. Skąd więc ten zakaz? Ano z ducha, którym w innych sprawach prezydenckie środowisko pogardza. Ba, nie tylko pogardza, ale odsądza od czci i wiary sędziów, którzy wyprowadzają zasady z konstytucji, za to, że rzekomo uzurpują sobie władzę i nie pozwalają demokratycznym wybrańcom narodu robić, co im się żywnie podoba.
Ponownie więc sędzia w Polsce dostaje jasny komunikat, że jeśli interpretuje konstytucję w interesie Kaczyńskiego, Nawrockiego i Romanowskiego, to jest cacy, a jak robi to wbrew ich interesowi politycznemu, to jest bardzo, ale to bardzo be, i powinien właściwie zostać usunięty ze stanowiska.
A potem zastąpiony kimś, kto swoją miłość do konstytucji potwierdził na przykład startowaniem w wyborach z listy PiS (jak Święczkowski czy Stanisław Piotrowicz). Albo chociaż był w komitecie poparcia Jarosława Kaczyńskiego, gdy ten starał się o prezydenturę (jak np. były już sędzia Andrzej Zielonacki). Nie przeszkadza to prezesowi PiS bronić, niczym Rejtan, rzekomej apolityczności Trybunału.
Najgorsze jest to, że w Polsce panuje moda na sylabizowanie konstytucji – wielu z nas litery czyta, ale sensu nie łapie.
Ludzie często myślą, że niekonstytucyjność to jest jakaś abstrakcyjna relacja między przepisami, a nie efekt w rzeczywistości.
Weźmy sprawę retroaktywności i sprawę ślubowania. Nie ma sprzeczności logicznej między zdaniem ustawy, która w październiku 2026 r. nakłada podatek za kwiecień tego samego roku, a art. 2 Konstytucji, który mówi o demokratycznym państwie prawnym.
Mimo to Karol Nawrocki kieruje ustawę do TK, krzycząc: „Niekonstytucyjna!", bo nie da się uznać, że retroaktywny efekt ustawy daje się pogodzić z urzeczywistnieniem państwa prawnego. Po prostu w tym samym świecie nie może współwystępować gwarancja państwa prawnego i oszustwo tego państwa, które wstecznie zmienia zasady gry.
Ale już w sprawie ślubowania Nawrocki i jego zwolennicy na skutki w rzeczywistości nie patrzą. Na to, że odmowa ślubowania blokuje sędziów TK i daje prezydentowi wpływ na świat, w którym zamiast 15 sędziów w TK jest ich dziesięcioro, a on zyskuje prawo decydowania, kto zacznie orzekać, mimo że władza wykonawcza nie może tego robić wobec niezależnej władzy sądowniczej. No, ale logicznie obowiązek złożenia ślubowania nie stoi w sprzeczności z konstytucją, prawda? Więc o co chodzi tym krzykaczom?
Spór o praworządność w Polsce już dawno wyszedł z sal sądowych i przeniósł się na niwę polityczną. To oznacza, że rozstrzygnie się ostatecznie przy urnach wyborczych. Kiedy przyjdzie czas wyboru, dobrze będzie sobie przypomnieć, kto był największym konstytucyjnym hipokrytą w naszych najnowszych dziejach. I nie sylabizować konstytucji, tylko czytać ją z sensem.
Redagował Jędrzej Słodkowski
