Stanisław Brejdygant
Apeluję przeto, Panie Prezydencie Karolu Nawrocki - użyję pańskiego języka - niechże się Pan wreszcie ogarnie!
Kolejna rocznica uchwalenia Konstytucji 3. maja, to pora zawsze smutnej refleksji, że „Polak mądry po szkodzie". I, niestety, tylko poniektóry Polak, bo większość narodu zwykle wolała, a i nadal woli – i przed szkodą i po szkodzie – trwać w stanie, nazwę to tak: „wolności od rozumu". I szkodzić. Sobie. Ten stan, jeśli tyczy ludzi mogących decydować o losach ojczyzny, grozi jej, ojczyźnie, zagładą.
Niegdyś taka właśnie rzesza głupców, szlachecki tłumek mieniący się sejmem Rzeczypospolitej, wolała miast mądrych przestróg, słuchać bredni głoszonych przez agitatorów paru magnackich familii, przekupionych przez petersburską agenturę, i rozdzierać szaty w obronie jakoby „wolności i suwerenności".
Dziś czynią, dosłownie, to samo, posłowie PiS i wszystkich trzech Konfederacji, ostrzegając nas przed wrogim Berlinem i wrogą Brukselą, gdzie, ich zdaniem, siedzą czyhający na naszą, skrojoną w ich planach na białoruska miarę, wolność i niepodległość, okupanci–biurokraci.
To zaś, że tuż za wschodnią granicą, autentyczny wróg stara się zbrodniczo unicestwić naród ukraiński i nam też w oczywisty sposób zagraża, nie ma już dla nich podobnie dużego znaczenia. Chyba uprawnione jest przypuszczenie, że dla naszej alt prawicy, kreujący się na współczesnego cara zbrodniarz, Władimir Putin – którego, wiadomo, dla pozoru trzeba głośno potępiać – to, w głębi ich serc i umysłów tak naprawdę, fajny gość, ma jaja, twardziel, nie to co europejskie zgniłki liberalne.
Zresztą ich, naszych pożal się boże „patriotów", idol amerykański prezydent, wcale nie ukrywa swojego podziwu dla Putina. Dał temu najoczywistszy wyraz wieszając sobie jego zdjęcie na ścianie gabinetu w Białym Domu.
Przed dwustu trzydziestu pięciu laty grupa ówczesnych zgniłków – liberałów, gorzej, masonów przy tym, z wielkim trudem doprowadziła do uchwalenia dającej ojczyźnie szanse odrodzenia, Konstytucji. Niestety, za późno. Jak zwykle. Bo, powtórzę, Polak mądry po szkodzie. Ówczesny monarcha, który dopiero co podpisał akt Konstytucji, zmuszony okolicznościami i wiemy, że niechętnie, zaprzeczył niejako sam sobie i przystąpił do Konfederacji Targowickiej.
Otóż w naszych czasach reprezentujący naród i nominalnie stojący na jego czele, prezydent – który swoją drogą w sposób groteskowy i żenujący próbuje odgrywać rolę monarchy – podobnych obiekcji jak Stanisław August nie posiada. On do Targowicy nie jest przymuszany by przystępować on niejako staje na czele czegoś łudząco podobnego.
Podobnie jak Targowiczanie bardzo głośno deklaruje: „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy" i nie przestaje mamić frazesami o rzekomym patriotyzmie, gdy w istocie rzeczy robi wszystko, co w jego mocy, by ojczyźnie, jako państwu i jej obywatelom, zaszkodzić. Czasami w tym zapale szkodzenia posuwa się aż tak daleko, że obserwatorom życia publicznego bodaj dech zapiera.
Otóż powołując tak zwaną Radę Mediów, zadbał – a zrobił to świadomie czy nie, to doprawdy nie ma znaczenia – by miała ona najsolidniejsze możliwie wsparcie ze strony kremlowskiej propagandy, zapraszając do jej składu Pawła Swinarskiego, autora prorosyjskiej dezinformacji.
No a przedtem przeprowadził akcję, myślę, że niemającą w dziejach rządów wymagających kohabitacji, wetując wszystkie – powtórzę i podkreślę – wszystkie istotne, szczególnie ważne dla istnienia i rozwoju państwa ustawy, uchwalone przez parlament.
Przede wszystkim zadbał Prezydent o to, by zdewastowany do cna przez pisowską władzę aparat wymiaru sprawiedliwości nie mógł wrócić do normalnego funkcjonowania, by nie dopuścić do niezależności władzy sądowniczej, a zatem do niezbędnego dla istnienia państwa demokratycznego, niepodważalnego trójpodziału władzy.
Wymienię tu tylko niektóre, te głośniej komentowane, spośród niezliczonej ilości wet dokonanych przez wetomat, bo taką oto ksywę naród dla prezydenta wymyślił. A zatem:
- Weto wobec ustawy o reformie (likwidacji, obecnej, wybranej nielegalnie i nieuznawanej przez międzynarodowe trybunały) Krajowej Radzie Sądownictwa.
- Weto wobec ustawy o kontroli mediów społecznościowych istniejącej już od dawna w większości krajów europejskich, mającej na celu ochronę dzieci przed pedofilami łowiącymi ofiary przez internet. Uzasadnienie tego weta „wolnością słowa" ma w żałosny sposób przykryć uległość wobec amerykańskich głównie, potentatów medialnych.
- Weto wobec ustawy o ograniczeniu (określonym dopuszczalnym czasie) aresztu tymczasowego. Powód oczywisty. Prezydent liczy na wygraną populistycznej prawicy w następnych wyborach i potrzebę, w czasie ewentualnych, przyszłych, bliskich mu rządów, stosowania represji wobec opozycji. Chodzi o ciągnące się w nieskończoność areszty wydobywcze.
- Weto wobec ustawy o kontroli rynku kryptowalut. Ustawa miałaby chronić klientów, dziś tracących często oszczędności życia. Rynek kryptowalut, co jest powszechną wiedzą, działa na styku ze światem przestępczym. W czyim imieniu zatem owo weto?
- No i najgłośniejsze weto, którym prezydent Nawrocki już się zapisał – i nie zazdroszczę mu tego zapisu – w historii, weto wobec SAFE. Wbrew opinii wszystkich ludzi kompetentnych, przede wszystkim światłych i świadomych stanu rzeczy, dowódców armii. Ten projekt to wszak wielkie osiągnięcie czasu naszej prezydencji w Unii Europejskiej, dający szansę zwiększenia potencjału militarnego, stworzenia najsilniejszej armii w regionie. I to w obecnej, znanej przecież, niebywale groźnej sytuacji. Zawetowanie tej ustawy daje się skwitować jednym słowem: hańba.
A jeśli dodamy do tego jeszcze żałosne mydlenie oczu wymyślonym, bez żadnych realnych podstaw jego realizacji, projektem, który nazwano SAFE 0, i o którym to projekcie już jest zupełnie cicho, bo wiadomo: wydmuszka, to wówczas słowo hańba należałoby wielokrotnie powtórzyć.
Oczywiście można by wymieniać jeszcze kolejne i kolejne weta. Czynione uparcie. Nawet biednym zwierzętom, cierpiącym poniewierkę w wiejskich gospodarstwach, których właściciele pozbawieni są sumienia, prezydent nie darował, pozostawiając ich na krótkich łańcuchach. Cóż, poza wetami posunął się On nawet (tak!) do czegoś, co można i należy nazwać, przestępstwem urzędniczym. Nie dopełnił, poleconego Prezydentowi w konstytucji, obowiązku „przyjęcia ślubowania" od wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Zatem krótko, na koniec. Wszystko wskazuje na to, że dobro ojczyzny, interes żywotny państwa i jego obywateli, to nie są sprawy dla prezydenta ważne. Choć wcale nie wykluczam, że jemu wydaje się coś zupełnie przeciwnego. Mówi o patriotyzmie i wierzy, że działa jak patriota. Targowiczanie też w to wierzyli. Jedno jest absolutnie pewne. Podstawową motywacją dla destrukcyjnych działań prezydenta jest jego przekonanie, że „Rząd Tuska jest najgorszym rządem od 1989 roku, i za wszelką cenę należy go zniszczyć".
Apeluję przeto: Panie Prezydencie Karolu Nawrocki – użyję pańskiego języka – niechże się Pan wreszcie ogarnie! Dużo Pan już zaszkodził. Pora się zatrzymać. Prezydent, który chce być – i powinien być – przez naród szanowany, powinien ten naród szanować. Proste, nieprawda?


