Stanisław Brejdygant
Kto krzyczał i po co z balkonu Palazzo Venezia w Rzymie, czy na partaitagach w Norymberdze, dobrze pamiętamy. Pouczam? Tak. I czuję, że mam do tego prawo.
Autor, rocznik 1936, jest aktorem, reżyserem, scenarzystą, pisarzem, dramaturgiem
Szanowny Panie Prezydencie,
To kolejny list (otwarty) mój do Pana, na który, raczej jestem tego pewien, nie uzyskam odpowiedzi. Otóż poruszył mnie pański krzyk – mam na myśli bardzo „wykrzyczane" pańskie przemówienie w trakcie uroczystości w Dniu Niepodległości, na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Postanowiłem zatem uświadomić Panu, że nie tędy droga. Bo nie lubię, gdy ktoś na mnie krzyczy, a myślę, że dezaprobatę dla pańskiej „rozmowy krzykiem", albo też „wykrzyczanej rozmowy" z narodem, naród – cóż, może nie cały, wiem, że istnieje tłum, który czuje masochistyczną potrzebę, by nań krzyczeć – otóż naród, a w każdym razie jego większość, nie życzy sobie, by Pan nań krzyczał.
Wiem, nie jestem pierwszy, który na niestosowność pańskiego zachowania zwraca uwagę. Pierwsza bodaj była moja koleżanka, prawy człowiek i wspaniała aktorka, Joanna Szczepkowska, która, jak Pan zapewne pamięta, ogłosiła koniec komuny w naszym kraju, pamiętnego 4 czerwca 1989 roku.
Otóż Szanowny Panie Prezydencie, również jako aktor, chcę Panu powiedzieć, mając wszak niejakie doświadczenie w tej dziedzinie, że nie słowa te wykrzyczane, gdy mówimy do kogoś, mają największe znaczenie. Nie ma na to świadectw, ale prawie na pewno, Juliusz Cezar swe sławne zdanie: „Przyszedłem, zobaczyłem i zwyciężyłem", wypowiedział bardzo spokojnie.
Podobnie, najwybitniejszy mąż stanu jaki, moim zdaniem, zaistniał w trakcie mego długiego życia, Winston Churchill, swoje, nie mniej znaczące i nie mniej sławne, niż to Cezara zdanie, kiedy to wykazał nadludzką wręcz siłę charakteru i postanowił nie ulec namowom wszystkich wokół niego i nie podjąć rozmów z hitlerowskimi Niemcami, czym, nie przesadzam przecież, uratował świat, otóż sir Winston owe przesławne zdanie: „oferuję wam pot , łzy i krew", wygłosił, Panie Prezydencie, z powagą i spokojnie.
No, a kto krzyczał i po co z balkonu Palazzo Venezia w Rzymie, czy na partaitagach w Norymberdze, dobrze pamiętamy.
Pouczam? Tak. I czuję, że mam do tego prawo. Jestem jednym z pańskich rodaków. Starym i doświadczonym człowiekiem. Mam najwyższy szacunek dla urzędu, który Pan pełni. I uważam, bo to fakt – za sprawą wyborów tak się stało – że jest Pan Pierwszym Obywatelem Rzeczypospolitej. Ale jest Pan też, po prostu moim współobywatelem.
I ja, stary, mam prawo przekazać Panu to, co o nim myślę. Jako o stosunkowo młodym człowieku, obarczonym niebywałą odpowiedzialnością. Dobro Najjaśniejszej Rzeczypospolitej leży mi na sercu. Podobnie – w co chciałbym wierzyć – jak Panu.
No to powiem Panu, młody człowieku, nie mój prezydencie, Karolu Nawrocki, którego Los – podkreślam to słowo i jego znaczenie – obarczył tak odpowiedzialnym stanowiskiem. Empatia i wielkoduszność to są cechy, które są Panu, jeżeli Pan rzeczywiście kocha ojczyznę nade wszystko, jak Pan twierdzi, potrzebne.
Powtórzę raz jeszcze: empatia i wielkoduszność. A nie zacietrzewienie i „królewska" pycha. Przecież nie pańska, moja, czy Donalda Tuska ambicje są ważne, tylko Jej, Najjaśniejszej, dobro. I, proszę mi wierzyć, że nie sprzyja temu dobru zupełnie chybione cytowanie w pańskim przemówieniu na Placu Zwycięstwa, pięknej frazy Słowackiego „Pawiem narodów byłaś i papugą", o Polsce dzisiejszej, że niby, za sprawą rządzących dziś, taka ona jest.
Otóż nie jest, Panie Prezydencie, ktoś Panu podpowiedział kłamstwo. Bo przeciwnie, stara się - i prawie się jej to udaje – stać się partnerem obu największych państw w Unii i reprezentować, wspomagając, kraje mniejsze. I stara się – na co miliony uczciwych rodaków czekają i mają prawo się doczekać – rozliczyć nikczemników, którzy, by użyć, za pańskim przykładem, słów klasyka „wydzierali postaw sukna", czyli majątek narodu, mówiąc wprost, w sposób obrzydliwy okradali państwo w ciągu ośmiu lat swoich rządów.
Panie Prezydencie Nawrocki, proszę wziąć głęboki oddech i opanować osobiste ambicje. Ja wiem, że miło jest mylnie nazywać takie ambicje odruchami głębokiego patriotyzmu. Proszę więc tak serio, po głębokim namyśle, pomyśleć naprawdę o Niej, o Ojczyźnie. I proszę, więcej, o to wręcz błagam, niech Pan zapomni w tej chwili o mylnie interpretowanym „egoizmie narodowym" Dmowskiego i sięgnie po prorocze, najmądrzejsze we współczesnej polskiej myśli politycznej, teksty Giedroycia i Mieroszewskiego.
Na miłość Boską, proszę nie zapominać, że wolna Ukraina, to bezpieczna Polska! Przecież to elementarz. I doprawdy warto, wiedząc o tym, odłożyć spory historyczne na potem. Wierzę, że przyjdzie czas i Ukraińcy dojrzeją do prawdy o Wołyniu. Tymczasem wszelkimi możliwymi sposobami pomagajmy im. Także tym mieszkającym u nas i budującym nasz dochód narodowy. Bo tylko tak pomożemy sobie.
Proszę zrozumieć – takie to wydaje się proste, że aż niepojęte jak można tego nie rozumieć – że dziś wszelka antyukraińskość, to działanie pod dyktando Kremla. Czy dla przypodobania się Konfederacji, godzi się działać przeciw ojczyźnie? Otóż jeśli kocha Pan ojczyznę, jak Pan twierdzi, a ja chce w to wierzyć, to proszę się zreflektować i zaprzestać działań przeciw Jej interesowi.

